tło znajdujące się pod grafiką św. Tadeusza Apostoła i logo
św. Tadeusz Apostoł

ŚW. TADEUSZA APOSTOŁA

NA SADYBIE

PARAFIA RZYMSKOKATOLICKA

    PO OKRESIE KWARANTANNY SPOWODOWANEJ WYKRYCIEM ZAKAŻENIA KORONAWIRUSEM U JEDNEGO Z KAPŁANÓW, INFORMUJEMY, ŻE Z DNIEM 11 LISTOPADA 2020 PARAFIA WZNOWIŁA FUNKCJONOWANIE.    

Moje pierwsze wspomnienie związane z życiem zakonnym sięga szkoły podstawowej. Pamiętam, że przyszła do nas na zastępstwo misjonarka i zaczęła opowiadać o swoim apostolstwie. Nie jestem pewna czy była siostrą, czy nie, pamiętam jednak, jak bardzo zachwyciła mnie swoją lekcją. Od razu powiedziałam, że będę misjonarką. Wtedy koleżanka zapytała mnie czy chcę zostać zakonnicą, na co wzdrygnęłam się i powiedziałam, że na pewno nie! Pan Bóg ma jednak poczucie humoru, skoro pozwolił mi zacząć aspirat w zgromadzeniu zakonnym… Mój stosunek do życia konsekrowanego był zdecydowanie ambiwalentny. Gdy szłam do lekarza (również w podstawówce) z najczarniejszymi scenariuszami w głowie dotyczącymi pewnej diagnozy lekarskiej, powiedziałam Bogu, że jeśli będę zdrowa, wstąpię do zakonu - to było w moich oczach największe poświęcenie. Na szczęście szybko o tym zapomniałam, bo z taką motywacją nie wytrzymałabym pewnie godziny jako siostra zakonna.

 

O moich rozważaniach dotyczących życia konsekrowanego przypomniałam sobie dopiero później, kiedy zaczęłam mieć realny kontakt z siostrami. Było to w gimnazjum, ponieważ rozpoczęłam naukę w szkole Nazaretanek. Na początku byłam przerażona… Żeńska szkoła, cisza na korytarzach (nie mówiąc o ciszy na lekcjach!) i jeszcze te straszne siostry… Było mi bardzo trudno. Nie rozumiałam, dlaczego te kobiety chciały poświęcić się Bogu, ale też nie zastanawiałam się nad tym. Wszystko się zmieniło, kiedy zostałam poproszona o napisanie części scenariusza do szkolnego przedstawienia. Spektakl miał opierać na filmie ,,Zakonnica w Przebraniu”. Nigdy o nim nie słyszałam, dlatego pewnego wieczoru włączyłam musical. Zatkało mnie. Byłam w tak ogromnym szoku, że siostry zakonne nie muszą tylko się modlić i sprawdzać klasówek! Film był oczywiście przerysowaną komedią, ale Pan Bóg pięknie się nim posłużył, żeby otworzyć mi oczy (co daje nadzieję, że posłuży się też mną, jako swoim nieidealnym, często przerysowanym narzędziem!). Nasze przedstawienie było dla mnie pewnego rodzaju impulsem do dowiadywania się więcej na temat życia konsekrowanego. Zaczęłam rozmawiać z siostrami na temat ich powołania, przyglądać się im, czytać na temat różnych zgromadzeń, opowiadać o moich myślach i pragnieniach ludziom wokół… Jednak fascynacja tą formą służenia Bogu nie jest wystarczająca. Kiedyś na pewno się skończy (choć muszę przyznać, że trwa po dziś dzień!), a wtedy skończyłby się też sens bycia w Zgromadzeniu. Dlatego Pan Bóg czuwał nad moim rozwojem również na innej płaszczyźnie - tej duchowej. Gimnazjum było dla mnie czasem przygotowania do bierzmowania. Chodziłam na spotkania w parafii przez dwa lata, uczestniczyłam w Mszach świętych oraz modlitwach w szkole… Moja relacja z Jezusem pogłębiała się. Chciałam Go więcej, pragnęłam żyć miłością jak On, podobało mi się, w jaki sposób mówił do mnie w Swoim Słowie… Pamiętam, że pewnego dnia klęczałam w kościele po jakimś nabożeństwie i myślałam: ,,Ja nie chcę wracać do domu, tu mi tak dobrze… Mogłabym zamieszkać w kościele…”. Pewnym zabawnym szczegółem tej historii jest fakt, iż było to w parafii, w której posługiwały siostry Dominikanki! Jednak wtedy nie zwracałam na nie uwagi.

 

Bardzo chciałam dowiedzieć się, gdzie Pan Bóg najbardziej by mnie chciał. Bo to, że mnie gdzieś chciał zaczęłam już wtedy odkrywać (głównie poprzez moje pragnienia, ale też różne znaki). Byłam na rekolekcjach powołaniowych u Loretanek oraz u Nazaretanek, ale czułam, że to nie było to. Myślałam długo, aż pewnego dnia pojechałam na Lednicę. Była tam z nami jedna znana mi siostra dominikanka, ponieważ wyjazd był częściowo szkolny i częściowo parafialny. Bardzo dobrze pamiętam moment, w którym wychodziła z autokaru. Biały habit powiewający na wietrze na tle pól lednickich tak bardzo ujął mnie swoim pięknem, że postanowiłam koniecznie dowiedzieć się czegoś o siostrach dominikankach. No i wpadłam… Jeżdżąc na rekolekcje, czytając o nich na stronie, oglądając filmiki z udziałem sióstr, a przede wszystkim przebywając w ich towarzystwie, byłam coraz bardziej zafascynowana. Czułam się przy siostrach tak swobodnie i naturalnie! To było doświadczenie bycia na swoim miejscu. Różnorodność osobowości, bycie tak autentycznym, a zarazem tak Bożym i miłość, która od nich biła (i bije po dziś dzień) sprawiły, że bardzo zapragnęłam być jedną z nich. Nie było łatwo. Rodzice byli bardzo przeciwni, wiele osób wokół mnie starało mi się wybić ten ,,pomysł” z głowy, usłyszałam wiele niemiłych słów, sama też miałam bardzo dużo wątpliwości, okoliczności nie zawsze układały się pomyślnie… Przez 4 lata żyłam w strachu i ogromnym przeświadczeniu, że nie zostanę przyjęta. Jednak dla Boga nie ma nic niemożliwego! Jeżeli ma się pełnić Jego Wola, będzie tak, jak sobie zaplanował! Dlatego nie można tracić nadziei. A zamiast tego dobrze jest zaufać Jego Dobroci, bo przecież wszystko jest w Jego Rękach… Mówię z własnego doświadczenia!!!

 

Marysia Lehmann

Małymi kroczkami do Boga

© Copyright 2021 - Wszystkie prawa zastrzeżone - Warszawa, ul. Goraszewska 16