tło znajdujące się pod grafiką św. Tadeusza Apostoła i logo
św. Tadeusz Apostoł

PARAFIA RZYMSKOKATOLICKA

ŚW. TADEUSZA APOSTOŁA

NA SADYBIE

Prezentujemy (z opóźnieniem spowodowanym pandemią COVID-19) wywiad/świadectwo po pierwszym roku kapłaństwa, z księdzem Markosem Płońskim. Ksiądz Markos do kapłaństwa przygotowywał się w Wyższym Seminarium Duchownym w Warszawie (WMSD). Sakrament święceń przyjął 25 maja 2019, w wieku 25 lat, z rąk kardynała Kazimierza Nycza, metropolity warszawskiego w Bazylice Archikatedralnej na Starym Mieście. 26 maja 2019 odprawił mszę świętą prymicyjną. Obecnie posługuję jako wikariusz w parafii św. Mikołaja Biskupa i Męczennika w Tarczynie. Jest siódmym kapłanem pochodzącym z naszej parafii.

 

Szczęść Boże, Księże Markosie. My - świeccy zazwyczaj uczestniczymy w celebrowaniu kolejnych rocznic święceń kapłańskich, wyrażanych najczęściej już dwiema cyframi. A jak Ksiądz obchodził swoją pierwszą rocznicę?

 

Szczęść Boże. Szczerze mówiąc - niezbyt hucznie, przede wszystkim z powodu trwającej epidemii. Udało się na szczęście spotkać z większością braci, z którymi byłem święcony na wspólną mszę świętą w dzień rocznicy, ponadto małą niespodziankę zrobiła mi rodzina z przyjaciółmi. Trzeba jednak przyznać, że taka pamięć i życzliwość ze strony świeckich bardzo podbudowuje i nadaje energii do działania, bo to w końcu zostaliśmy powołani z ludzi dla ludzi. Wiadomo, że najważniejsza jest relacja - oblubieńcza i wyłączna - kapłana z Bogiem, ale z serdecznymi ludźmi wszelkie kapłańskie zadania i wyzwania podejmuje się łatwiej i chętniej (i podejrzewam, że jest to ważne zarówno w pierwszym, jak i dwudziestym roku kapłaństwa). I to zarówno, gdy są to ludzie z bezpośredniego otoczenia, jak i fizycznie odlegli, ale bliscy dzięki modlitewnemu wsparciu.

 

Często, po upływie pewnego czasu z sentymentem wspominamy różne sytuacje życiowe, takie np. jak pierwszy dzień w szkole, pierwszy dzień w wojsku, pierwszą pracę. Co Księdzu najbardziej zapadnie w pamięci po tym pierwszym roku posługi?

 

Pierwszy rok to uczenie się wielu rzeczy. Wiadomo - uczymy się przez sześć (lub więcej) lat seminarium, ale tak naprawdę większość to przygotowanie teoretyczne i duchowe. Dopiero po przyjściu na parafię trzeba przywyknąć do tak naprawdę stałej gotowości do działania, codziennego przygotowywania homilii wygłaszanych w kościele i lekcji religii prowadzonych w szkole, pracy w kancelarii, wizyt kolędowych czy towarzyszenia wybranym grupom parafialnym oraz chorym, którzy nie mogą ruszyć się z domu ze względu na stan zdrowia. Są to sfery działania, których w jakimś stopniu można zasmakować przed święceniami, ale liczne spowiedzi czy odprawianie mszy świętej to doświadczenie całkowicie nowe, nawet mimo teoretycznego przygotowania. Choć wszystko - w zależności od kontekstu, dnia, samopoczucia itp. - może być wymagające, to ostatecznie daje spełnienie. Szczególnie zaś Eucharystia, którą uwielbiam celebrować i przeżywać. Niektórzy powiadają, że pierwsza parafia to pierwsza miłość i myślę, że coś w tym może być. 
Ciekawym doświadczeniem jest też nauka pracy w kapłańskim zespole - jest nas łącznie czterech i w zasadzie każdy z nas jest inny, ale może dzięki temu to jeszcze bardziej pouczające. Staramy się utrzymywać wspólnotę tak, jak to tylko możliwe, głównie przez wzajemne wspieranie się w swoich obowiązkach lub wspólną integrację.
Ważnym przeżyciem była też dla mnie kontuzja kręgosłupa, która dotknęła mnie niemalże na samym początku mojej parafialnej posługi. Zweryfikowała ona wiele z moich wyobrażeń. Doświadczyłem wtedy na przykład jak bardzo zależnym można być od innych, gdy samemu nie można się poruszać. Przekonałem się też na własnej skórze co znaczy
duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe - zwłaszcza, gdy już powoli zaczynałem celebrować msze święte, ale nie byłem jeszcze w stanie samodzielnie wstać po klęknięciu. Poruszyły mnie wówczas słowa znajomego diakona, który będąc ze mną przy ołtarzu, stwierdził po mszy, że zauważył jak dosłownie przygniata mnie krzyż. Było to równie ważne w moim przeżywaniu Eucharystii, jak słowa mojego ojca duchownego z seminarium, dzięki któremu za każdym razem staram się utożsamić ze słowami modlitwy odmawianej po cichu przez celebransa podczas każdej mszy: Przyjmij nas, Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym; niech nasza ofiara tak się dzisiaj dokona przed Tobą, Panie Boże, aby się Tobie podobała.

 

Czy przeżył Ksiądz jakiś zawód, rozczarowanie, czy, poza tą awarią kręgosłupa miał Ksiądz jakieś inne traumatyczne przeżycie?

 

Nie było sytuacji, która mogłaby wzbudzić we mnie jakieś głębokie, negatywne emocje. Natomiast, tak jak w życiu każdego są dni lepsze i gorsze (albo bardziej i mniej wymagające). Nieraz jedno dobre słowo potrafi dodać skrzydeł i upewnić się namacalnie o tym, że jest sens tego, co się robi, ale zdarzają się oczywiście momenty - na szczęście rzadziej - w których trzeba np. pogodzić się z niechęcią wobec księży lub takie dni, w których z jednego obowiązku przechodzi się od razu do innego, np. w trakcie Adwentu, gdy po porannej mszy roratniej pędzi się do szkoły, a później po zjedzonym na szybko obiedzie idzie na kolędę. Dotyczy to każdego okresu w ciągu roku, ale właśnie Adwent chyba najlepiej to obrazuje.
Oczywiście, że nie jest tak codziennie, ale bywa, że wracając do swojego mieszkania po wszystkich obowiązkach myśli się już tylko o tym, żeby się wykąpać i położyć spać, ale tam czeka jeszcze do odmówienia Brewiarz oraz kazanie i lekcje, które trzeba przygotować na następny dzień. Uczy to jednak - znowu - pokory oraz organizacji czasu, a także modlitwy przez to, co się robi.

 

A czy jest jakaś modląca się za Księdza „margaretka” lub inaczej - czy czuje Ksiądz jakieś wsparcie znajomych, przyjaciół - osób świeckich?

 

Tak, wiem o tym, że modli się za mnie przynajmniej kilka grup osób. Wiem, że ktoś zdecydował się omadlać mnie w ramach duchowej adopcji kapłana. Wiem też, że w mojej rodzinnej parafii jest margaretka, do której należy również moja mama. Słyszę też co jakiś czas o innych osobach, które obiecują mi jednorazową lub regularną modlitwę. Jest to ogromnym wsparciem - w każdej trudniejszej sytuacji przypominają mi się twarze tych osób, o których wiem, że się za mnie modlą, co dodaje mi sił do działania. Oczywiście doświadczam też wsparcia innego rodzaju - mowa tu zarówno o tzw. dobrym słowie, jak i pomocy materialnej. Również spotkania z przyjaciółmi (zarówno świeckimi, jak i księżmi lub osobami zakonnymi) - choć ze względu na panujące w tym roku warunki niezbyt częste - są dla mnie bardzo ważne i pomagają zregenerować siły do działania.

 

O co mamy prosić Boga - dla Księdza na drugi i następne lata posługi?

 

Może tego, co zawiera modlitwa, którą umieściłem na swoim obrazku prymicyjnym: Daj, Panie, aby wszyscy, których od wieków do Swej świętej służby wezwałeś, głosu Twego chętnie słuchali i z całego serca za nim postępowali; strzeż ich od niebezpieczeństw świata, udziel im ducha mądrości i rozumu, ducha rady i mocy, ducha wiedzy i pobożności i napełnij ich duchem Swej świętej bojaźni, ażeby łaską kapłaństwa obdarzeni, słowem i przykładem nauczali nas postępować drogą  przykazań Twoich i doprowadzili nas do wiecznie błogiego połączenia się z Tobą.

 

Amen. Bóg zapłać za świadectwo.

PIERWSZA ROCZNICA ŚWIĘCEŃ KAPŁAŃSKICH

KSIĘDZA MARKOSA PŁOŃSKIEGO

w rozmowie z Jackiem Księżopolskim

© Copyright 2020 - Wszystkie prawa zastrzeżone - Warszawa, ul. Goraszewska 16